Home

Logo Past

Moc Kledingbank w Rotterdamie


Oto sześć osobistych historii na temat mocy Kledingbank w Rotterdamie. Kledingbank, czyli bank odzieży, to fundacja, która zajmuje się zapewnianiem ubrań osobom w potrzebie. Wywiady z wolontariuszami zostały przeprowadzone w trakcie sesji zdjęciowej dla kolekcji by Logocomo X Kledingbank-Rotterdam. Przed Wami historie wolontariuszy, którzy zajmują się sortowaniem, dystrybucją i sprzedażą tysięcy podarowanych ubrań pośród potrzebujących mieszkańców Rotterdamu.

Martin Contact

Martin (lat 43) urodził się i wychował w Rotterdamie. Obecnie mieszka w Zuidwijk. Przez 5 dni w każdym tygodniu Martin pracuje jako kierowca dla Trevvel. O Kledingbank dowiedział się dzięki swojej pracy; “Trevvel współpracuje przy różnych projektach charytatywnych z fundacją DOK. W przeszłości zajmowali się projektem, który polegał na dystrybucji używanych, ale będących w dobrym stanie materacy wśród osób potrzebujących. Ja byłem odpowiedzialny za ich dostawę. Całe zaplecze administracyjne zapewniał Kledingbank i dzięki temu się poznaliśmy. Po zakończonym projekcie pozostałem w kontakcie z Jolitą. Zapytała mnie czy nie chciałbym im pomóc więcej w ramach wolontariatu, a ponieważ akurat byłem na zwolnieniu lekarskim ze względu na uraz kolana i miałem sporo wolnego czasu, zgodziłem się. W ten sposób zacząłem zajmować się sortowaniem podarowanej odzieży.”

W każdą sobotę pomaga jako wolontariusz, “ale kiedy mam wolną godzinę, zazwyczaj wpadam pomóc, jeśli akurat mnie potrzebują.” Zajmuje się głównie sortowaniem darowizn. “Osoby prywatne jak i firmy przynoszą odzież do Kledingbank w ogromnych torbach. Moim zadaniem jest przyniesienie ich do magazynu. Tam przeglądamy ich zawartość, a wszystkie ubrania w dobrym stanie trafiają na wieszaki i do sklepu.”

Codziennie trafia tu mnóstwo toreb z darowiznami, ale czasami zdarza się, że w środku są nie tylko ubrania: “Ludziom wydaje się, że mogą tam wrzucić cokolwiek - lekarstwa, prezerwatywy, widzieliśmy już wszystko. Nie sposób się tu nudzić!”

Poza obowiązkami, dla Martina wolontariat to także dobra zabawa. “Bardzo często spotykamy się ze załogą Kledingbank. Grille, pokazy mody, wystawy - co tylko chcesz. Organizujemy naprawdę dużo rzeczy. Sam z siebie nie poszedłbym na otwarcie wystawy, ale z moimi współpracownikami tego rodzaju atrakcje stają się świetną zabawą.”

Martin jest z natury bardzo ciekawy świata - uwielbia robić i odkrywać nowe rzeczy. Kilka lat temu udał się w podróż do Republiki Zielonego Przylądka, skąd pochodzi jego ojciec. Praca z odzieżą także stanowiła dla niego wyzwanie na początku jego przygody z Kledingbank: “Ta praca pomogła mi się rozwinąć, poznać ludzi i z czasem stała się naprawdę przyjemną pracą dorywczą. Teraz robię to po swojemu i czuję się, jakbym miał to we krwi.”

Corinne Contact

Corinne pochodzi z Zelandii, ma 59 lat a w Rotterdamie mieszka od 35. W jej CV znajdziecie różnorodne wpisy: od pracy w cateringu na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie, poprzez zajmowanie się kulturą i pracę w sklepie odzieżowym Kennedy na Lijnbaan aż po posiadanie własnej firmy; “W trakcie mojego byłego związku mieliśmy firmę zajmującą się eksportem używanych ubrań: po przesortowaniu część trafiała do innych krajów, a część sprzedawaliśmy klientom w rodzaju Cheap Fashion (sklep w Rotterdamie).”

Oprócz tego, każdego roku Corrine spędzała cztery miesiące w Turcji. Zajmowała się tam pracą sezonową w szklarniach. Firma, w której pracowała pomogła jej wrócić do przemysłu odzieżowego. “W pewnym momencie zaczęli zajmować się eksportem odzieży. Wszystkie ubrania musiały zostać zdezynfekowane, a później holenderska firma transportowała je z Turcji do Stanów Zjednoczonych.” Zajmowała się tym przez pięć lat, ale musiała przestać. Było to dla niej dosyć trudne: “Zawsze ciężko pracowałam, moje życie było podzielone między Holandię i Turcję, wszędzie czułam się nie u siebie. Kiedy straciłam tę pracę, coś we mnie pękło. Zupełnie się pogubiłam.” Wtedy Corinne zaczęła zajmować się wolontariatem: pomagała w kuchni w De Stadstuin na Kop van Zuid. Ale kiedy De Stadstuin się przeniosło, Corrine musiała porzucić tę pracę. Ze względu na terapię, znalezienie stałego zatrudnienia było dla niej trudne. Kochała wolontariat, więc zaczęła szukać czegoś nowego i znalazła Kledingbank: “Pomyślałam sobie: co chciałabym teraz robić? Stała praca jeszcze nie wchodziła w grę. Chciałam wrócić do pracy z odzieżą, jako że zawsze stanowiła w moim życiu stały wątek.”

Corinne podkreśla, że ważne jest dla niej poczucie wspólnoty i przyjaźń wśród wolontariuszy: “Miewałam momenty, kiedy praca była moją ucieczką. Mogły boleć mnie plecy, ale się nie zatrzymywałam. Jestem jak piłeczka kauczukowa, mam za dużo energii. Ale nie można wiecznie uciekać przed samym sobą. Obecnie staram się nie przepracowywać, ale nadal zdarza mi się, że wykonuję za dużo pracy fizycznej.” Inge przejęła od niej obowiązki zarządzania sklepem, zna Corinne dobrze i stara się wskazywać jej momenty, kiedy wymaga od siebie zbyt wiele. Inge wyjaśnia; “Są dni, kiedy pracują tylko kobiety. Brakuje nam siły mięśni. Wtedy Corinne zaczyna przenosić te wszystkie bele ubrań, ale przecież ma chore plecy, więc wtedy mówię jej: Corinne! Siadaj, kobieto!”

Od czterech i pół lat Corinne szczęśliwie pracuje dla Kledingbank. Pracowała jako kierowniczka sklepu, a teraz zarządza magazynem i zajmuje się kolekcją w sklepie. “Lubię to, że mogę pomóc ludziom, którzy mieli w życiu mniej szczęścia. Praca społeczna jest częścią tej pracy. Najlepszym aspektem jest możliwość poznania wielu różnych kultur, zawsze się tym interesowałam.”

Nihad Some image

Nihad (lat 48) pochodzi z Aleppo w Syrii. W Holandii mieszka od trzech i pół roku, z czego ostatnie trzy pracuje w Kledingbank. “Kiedy przeprowadziłem się do Rotterdamu, od razu zacząłem szukać wolontariatu. Dzięki znajomemu znajomego trafiłem do Kledingbank.” Nihad pracował w sklepie odzieżowym jako czternastolatek, więc miał już zamiłowanie do ubrań. Oprócz pracy dla Kledingbank, zajmuje się także pracą socjalną w StichtingVluchtelingen dla uchodźców.

W Kledingbank obecnie pracuje przez dwa dni w tygodniu jako kierownik sklepu. Oznacza to, że dba o porządek i zajmuje się układaniem planów dnia dla innych wolontariuszy. Dzięki temu pozostaje w bezpośrednim kontakcie z klientami, co jak sam mówi jest dla niego ważne: “Dla mnie samo nauczenie się języka to za mało, chcę być w stałym kontakcie z ludźmi.”

Za najpiękniejsze w swojej pracy uważa uśmiechy na twarzach ludzi: “Przyjechałem do Holandii z ogromnymi problemami, było, i czasem nadal jest, naprawdę trudno. Cieszę się, że mogę pomóc innym ludziom, którzy także mierzą się z problemami. To wspaniałe uczucie, uszczęśliwianie innych. Nic nie daje takiej satysfakcji jak uśmiech na twarzy dziecka.”

Oprócz uszczęśliwiania klientów, środowisko pracy jest równie ważne. “Mam fantastycznych i sympatycznych współpracowników. Bez przyjemnej atmosfery nie ma dobrej zabawy. Jesteśmy tutaj jak jedna, wielka, szczęśliwa rodzina, co jest bardzo pomocne, szczególnie dla nowoprzybyłego imigranta w Holandii.”

W Syrii Nihad miał swoją własną firmę. Pracował jako pośrednik pomiędzy przedsiębiorcami, a urzędem celnym. Podróżował po całym świecie. Nihad uwielbia gotować, zwłaszcza syryjskie potrawy, które przyrządza często i jest w tym naprawdę dobry. Na grilla organizowanego w tym roku przez wolontariuszy przyniósł różnorakie syryjskie smakołyki: świeży hummus, baba ghanoush, do wyboru, do koloru. Chciałby kiedyś otworzyć własną syryjską restaurację w Holandii. Ze względu na pandemię to marzenie wydaje się obecnie dość nierealne, ale Nihad jest pełen zapału do pracy, pozytywnego spojrzenia na świat oraz siły: “Moja historia, to co wydarzyło się w trakcie wojny i po wojnie, jest bardzo smutna. Moje życie się zmieniło. Ale moja rada dla wszystkich to: nigdy się nie poddawaj, bądź pozytywny! Wszystko jest możliwe. Dzisiaj zostanę modelem, czemu nie?”

Inge Some image

Wywiad zaczyna się dobrze: “Nihad tam stoi i zachowuje się jak głupek, zaraz cię uderzę!” Inge ma 66 lat, urodziła się i wychowała w Rotterdamie. Jest pełna energii i nie boi się żartować. Zapytana o miejsce urodzenia odpowiedziała: “To dobre pytanie. Tam zaczął się ten cały bałagan hahaha! Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nigdy nie widziałam mojego aktu urodzenia. Pewnie jest gdzieś w domu moich dziadków. Amelandseplein w Rotterdamie, tego się trzymajmy.”

Inge pracuje w Kledingbank już prawie rok. Przedtem miała do pracy tutaj już kilka podejść, ale przeszkodziła jej choroba, praca była zbyt ciężka fizycznie i zbyt pełna wrażeń. Obecnie pracuje tu dwa, czasami trzy dni w tygodni. Jednego dnia jest kierowniczką sklepu: “Cóż, ciężko w to uwierzyć, nigdy nie sądziłam, że tego doświadczę, ale w środy jestem kierowniczką sklepu! A w soboty, pracuję z Nihadem.”

Inge jest prawdziwą ćmą barową, chociaż sama nazywa te miejsca “boerenlullenkroegen” (chyba każdy z nas kojarzy takie miejsca - stare puby, “mordownie”, ciężkie od zapachu papierosów i alkoholu). Od lat pracuje między innymi w Cafe Timmer. Kiedy pytam ją o wzrost popularności “modnych” lokali w Rotterdamie mówi: “Obrzydliwe. Kiedy ktoś zamawia u mnie Vieux Colę odpowiadam im tylko: “hej, to nie bar koktajlowy!” Kiedy został u niej zdiagnozowany rak tarczycy, zmarł jej mąż, a jej rodzice zachorowali, praca nie wchodziła dłużej w grę. Po kilku latach wróciła do pracy za barem w Timmer, ale niestety ze względu na pandemię i jej stan zdrowia musiała to znów porzucić. Jedną z jej stałych klientek była Mary, przewodnicząca Kledingbank. “Moja córka była stażystką u Mary w ‘het Zeemanshuis’. Mary zna mnie dobrze; zawsze zachowuję się trochę jak szalona, gadam głupoty, ale to tylko część mojej osobowości. Bardzo subtelnie zwabiła mnie do Kledingbank.”

Czasami do Kledingbank docierają dziesiątki toreb z ubraniami w ciągu jednego dnia. “Te wszystkie darowizny, to naprawdę niesamowite! Jest tak wiele naprawdę pięknych ubrań. Jasne, czasem trafi się coś kiepskiego, ale i z tym wiemy jak sobie poradzić!”

Kontakt z współpracownikami oraz z (czasami trudnymi) klientami przychodzi Inge łatwo. Codziennie poznaje nowych ludzi, tak jak wcześniej, kiedy pracowała w “boerenlullenkroegen”. “Pracowanie w Kledingbank daje mi nową energię. Kocham ubrania, ale to właściwie ostatni powód na liście dlaczego warto tu pracować. Najlepsze w tej pracy jest spotykanie i poznawanie tak wielu różnych osób. Człowiek czuje się doceniany. Dzięki Kledingbank znowu czuję się jak człowiek!”

Aïda

Aïda (lat 60) uciekła z Abchazji do Holandii w 1994 roku. Mieszka w zachodnim Rotterdamie. W Kledingbank pracuje od siedmiu lat. Wcześniej pracowała jako managerka w branży gastronomiczno-hotelarskiej, ale ze względu na swój stan zdrowia (przepuklina oraz problemy z nogami) musiała zrezygnować. “Nie lubię leniuchować, więc bardzo ucieszyła mnie perspektywa pracy w Kledingbank. Lubię przyczyniać się do rozwoju społeczeństwa.” Sama Aïda jest wdzięczna za pomoc, jaką jej okazano kiedy przybyła do Holandii: “Teraz pora na mnie aby się odwdzięczyć i pomóc innym!”

Dwa dni w tygodniu pracuje jako kierowniczka sklepu. Przedtem pracowała w sklepie i zajmowała się sortowaniem ubrań w magazynie, ale dzięki swoim dobrym pomysłom awansowała. To, co naprawdę kocha w swojej pracy to uszczęśliwianie ludzi: “Widzisz, jak w oczach ludzi ponownie zapala się światło. Współpracujemy z różnymi instytucjami, więc twoimi klientami są różni ludzie: nie tylko z problemami finansowymi, ale także psychologicznymi.” Taka współpraca nie zawsze przebiega bezproblemowo. “Niektóre organizacje nie komunikują się dobrze ze swoimi klientami.

Nie dają wielu porad, a niektórzy klienci przychodzą do nas bez jakiejkolwiek porady i bez znajomości języka niderlandzkiego. Trudno jest wtedy pogodzić ofertę Kledingbank z życzeniami klientów. Na przykład czasami nie wiedzą, że mogą przyjechać dwa razy w roku, że jest specjalna kolekcja zimowa i letnia i że mogą wybrać, kiedy przyjadą, jeśli tylko umówią się wcześniej na spotkanie. Przyjmujemy klientów tak grzecznie i przyjaźnie, jak to tylko możliwe, ale komunikacja z instytucjami mogłaby być trochę lepsza.”

Aïda także uważa, że atmosfera jest bardzo sympatyczna. “Ludzie, którzy tu pracują mają naprawdę wielkie serca. Przyjaźnimy się też poza miejscem pracy. Jestem bardzo dumna z mojego wtorkowego i czwartkowego zespołu, nie mogłabym sobie życzyć lepszego. Ludzie, którzy tu pracują często sami mają za sobą trudne doświadczenia, ale mimo tego znajdują czas, by pomóc innym i właśnie to jest piękne. W niektóre dni praca w Kledingbank jest ciężka, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Mamy dużo klientów z obciążeniami psychicznymi, pochodzących z różnych środowisk. Po pracy jesteś naprawdę zmęczony, ale to dobry rodzaj zmęczenia. Twój dzień nie minął po prostu, byłeś w stanie zrobić coś dobrego dla kogoś innego.”

Mary

Prezeską zarządu Kledingbank jest Mary. Mary ma 71 lat i mieszka w Rotterdamie. Wcześniej miała własne firmy, była managerką w hotelu, a następnie managerką do spraw PR w Zeemanshuis. Dziesięć lat temu zwrócił się do niej Kledingbank z prośbą o wzmocnienie składu zarządu. Dzięki obecności Mary w zarządzie można było zająć się większą ilością projektów, między innymi sklepem tymczasowym “Past Too”, gdzie oferowano specjalną selekcję za nieco wyższą cenę, z którego wszystkie dochody trafiają do Kledingbank, dzięki czemu może na przykład zaoferować również nową bieliznę. Mary pracuje obecnie w Kledingbank przez pięć dni w tygodniu.

Ponadto Mary czasami pomaga w sklepie, tak jak na przykład w zeszłym tygodniu: “Głuche małżeństwo przyszło ze swoimi dziećmi umówić się na spotkanie. Ze względu na obowiązkowe maseczki trudno było nam się porozumieć, dodatkowo pochodzili oni z Turcji oraz Maroko i nie mówili zbyt dobrze po niderlandzku. W takich przypadkach robimy wyjątek i pomagamy od razu. Z powodu ich niepełnosprawności jest to nieco trudniejsze niż zazwyczaj, ale próbujemy wszelkich dostępnych możliwości. Ci ludzie byli bardzo szczęśliwi i wdzięczni.”

Mary zaznacza, że Kledingbank-Rotterdam szuka więcej wolontariuszy oraz osób potrafiących szyć do studia. Jeśli czujesz, że któraś z tych historii mogłaby być o Tobie - zachęcamy do kontaktu mailowego: info@kledingbank-rotterdam.nl oraz telefonicznego do Gerarda Roijackersa: tel. 06 14 02 39 94. Mary jest dumna z każdego wolontariusza: “Panuje tu naprawdę przyjazna atmosfera. Każdy kierownik sklepu myśli, że jego zespół jest najlepszy. Nie ma lepszego zespołu niż własny.” Mary daje wolontariuszom tak dużo swobody jak to możliwe i uważa za ważne przejmowanie inicjatywy i wnoszenie własnych pomysłów. “Dla wolontariuszy to jak dom, ja druga rodzina. To naprawdę poruszające. Z naszymi wszystkimi różnymi narodowościami stanowimy odzwierciedlenie społeczeństwa i świetny przykład tego jak dobre może być społeczeństwo wielokulturowe.”